Przez lata wydawało się, że niemowlęciu do przeżycia potrzebne są przede wszystkim jedzenie, czystość i odpowiednia opieka medyczna. Historia pokazała jednak, że to nie wystarcza. W placówkach, w których dzieci miały zapewnione podstawowe potrzeby, zdarzały się przypadki dramatycznego pogorszenia zdrowia, zahamowania rozwoju, a nawet śmierci.
Jedną z osób, które zwróciły uwagę świata medycyny na ten problem, był René Spitz. Jego obserwacje niemowląt wychowywanych w instytucjach stały się podstawą badań nad zjawiskiem określanym jako hospitalizm.
Dzieci miały jedzenie i czyste łóżeczka. A mimo to umierały
Na początku XX wieku w wielu placówkach dla niemowląt ogromną wagę przywiązywano do higieny. Dzieci były karmione, myte i miały zapewnione miejsce do spania. Z obawy przed infekcjami często ograniczano jednak ich kontakt z dorosłymi.
Z czasem lekarze zaczęli zauważać coś niepokojącego. Niektóre dzieci przestawały prawidłowo się rozwijać, traciły zainteresowanie otoczeniem, słabły i stawały się wyjątkowo podatne na choroby.
Problem był na tyle poważny, że już pod koniec XIX wieku zaczęto używać określenia „hospitalizm”. Początkowo odnoszono je do negatywnych skutków długiego pobytu w instytucjach i szpitalach. Późniejsze badania pokazały, że szczególnie niebezpieczne dla niemowląt mogło być pozbawienie ich odpowiedniej stymulacji i bliskiej relacji z opiekunem.
René Spitz postanowił sprawdzić, co naprawdę się dzieje
W latach 40. XX wieku zjawiskiem zainteresował się austriacki psychoanalityk René Spitz. W swoich badaniach porównywał dzieci wychowywane w różnych warunkach instytucjonalnych.
Jedna z grup przebywała w domu dziecka, gdzie dzieci miały ograniczony kontakt z dorosłymi. Druga znajdowała się w żłobku przy więzieniu, gdzie niemowlęta miały możliwość kontaktu ze swoimi matkami.
Wyniki były niepokojące. Dzieci pozbawione indywidualnej uwagi i bliskości znacznie gorzej się rozwijały. Wśród nich obserwowano problemy zarówno fizyczne, jak i psychiczne, a ich podatność na infekcje była wysoka.
Spitz opisał swoje obserwacje w przełomowej pracy „Hospitalism”, opublikowanej w 1945 roku. Jego zdaniem długotrwałe pozbawienie niemowlęcia relacji z bliską osobą mogło prowadzić do poważnych zaburzeń rozwoju.
Najbardziej przerażające były statystyki
W jednym z obserwowanych przez Spitza ośrodków sytuacja dzieci była dramatyczna. Z grupy 91 niemowląt i małych dzieci obserwowanych na początku badania w ciągu dwóch lat zmarło ponad 37 procent. Wśród przyczyn znajdowały się m.in. choroby zakaźne i wyniszczenie organizmu.
Dla porównania, w innej placówce objętej obserwacją przez około trzy i pół roku nie zmarło ani jedno ze 122 obserwowanych niemowląt. Różnice w warunkach opieki skłoniły badaczy do dokładniejszego przyjrzenia się znaczeniu kontaktu z opiekunem i odpowiedniej stymulacji.
Nie oznaczało to jednak, że sam brak dotyku był jedyną przyczyną śmierci dzieci. Na ich zdrowie wpływały również infekcje, sposób żywienia, warunki sanitarne i ogólna organizacja opieki. Badania Spitza zwróciły jednak uwagę na czynnik, który wcześniej był często pomijany — emocjonalne potrzeby niemowlęcia.
Niemowlę potrzebuje czegoś więcej niż jedzenia
Odkrycia dotyczące hospitalizmu zmieniły sposób myślenia o opiece nad najmłodszymi. Dziecko przestało być postrzegane wyłącznie jako mały pacjent, którego należy nakarmić, umyć i ochronić przed chorobą.
Coraz większą uwagę zaczęto zwracać na kontakt z drugim człowiekiem, głos opiekuna, przytulanie, dotyk oraz poczucie bezpieczeństwa. Badania historyczne pokazują, że właśnie ta zmiana podejścia była jednym z ważnych elementów rozwoju współczesnej opieki nad niemowlętami.
Historia, która zmieniła podejście do dzieci
Dziś trudno wyobrazić sobie opiekę nad niemowlęciem pozbawioną bliskości i indywidualnej uwagi. W pierwszej połowie XX wieku takie praktyki nie były jednak czymś wyjątkowym. Obawiano się przede wszystkim zakażeń i często izolowano dzieci, nie zdając sobie jeszcze w pełni sprawy z konsekwencji emocjonalnej deprywacji.
Badania nad hospitalizmem pokazały, że rozwój dziecka nie zależy wyłącznie od tego, czy otrzymuje ono jedzenie i ma zapewnione bezpieczne warunki. Człowiek od pierwszych miesięcy życia potrzebuje także relacji, bodźców i poczucia bliskości.
To właśnie ta pozornie prosta obserwacja stała się jednym z ważnych kroków w historii medycyny i psychologii rozwojowej.
