W mediach społecznościowych sporo mówi się ostatnio o podejściu do wychowania dzieci, które promuje jedna z mam z Luizjany, Brittany Norris. W krótkim nagraniu na TikToku kobieta jasno mówi, że jeśli ktoś uderzy jej dziecko, to nie zgłasza tego nauczycielom czy wychowawcom, lecz uczy swoje pociechy, by się od razu broniły – i to nie delikatnie, ale zdecydowanie. Jej słowa wzbudziły spore emocje i wywołały gorącą dyskusję.
Brittany podkreśla, że nie chodzi o to, by prowokować bójki, ale o to, by dzieci nauczyły się stawiać granice i pokazały, że nie są łatwym celem. W jej opinii takie podejście ma pomóc dzieciom w samoobronie i pokazaniu rówieśnikom, że nie można z nimi postępować bezkarnie.
Z jednej strony niektórzy internauci popierają to stanowisko, doceniając konsekwencję i dbanie o bezpieczeństwo dziecka. Z drugiej jednak pojawiają się głosy krytyki, które obawiają się, że nauka odpowiadania przemocą na przemoc może tylko eskalować konflikty.
Eksperci od wychowania i psychologii dziecięcej przestrzegają przed takim podejściem. Według nich dzieci, które uczą się reagować agresją na agresję, mogą mieć trudności z radzeniem sobie w relacjach społecznych oraz nie nauczą się rozwiązywać problemów w inny, bardziej konstruktywny sposób. Zamiast tego warto uczyć dzieci asertywności, komunikowania swoich potrzeb i szukania pomocy u dorosłych.
Psychologowie zwracają uwagę, że dzieci powinny znać swoje prawa, wiedzieć, że mają prawo powiedzieć „nie” i że w trudnych sytuacjach nie muszą działać same. W szkołach często obowiązują zasady „zero tolerancji” wobec przemocy, więc jeśli dziecko od razu odpowie ciosem, może również ponieść konsekwencje, nawet jeśli broniło się.
Choć intencje Brittany Norris – czyli troska o bezpieczeństwo własnych dzieci – są zrozumiałe, to metoda „oko za oko” budzi wątpliwości specjalistów i może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji. Lepszym rozwiązaniem wydaje się nauka dzieci, jak mówić o swoich problemach, być asertywnym i szukać wsparcia, zamiast od razu odpowiadać przemocą.
